Wpisy z tagiem: muzyka
czwartek, 27 października 2011
Miesiąc później
Nie będę się tłumaczyła przed samą sobą, czemu mnie tu dawno nie było, bo dobrze wiem, że nie pisałam z lenistwa. Lenistwo jest takim pięknym stanem umysłu, takim beztroskim, takim "mam to wszystko w pompie", że Ci co nie praktykują lenistwa, nie wiedzą co tracą. Anyway, przez mój miesiąc nieobecności nazbierało się kilka istotnych spraw o których powinnam ze sobą porozmawiać, albo chociaż przemyśleć. Dzisiaj po raz kolejny pojawił się u mnie dyskomfort spowodowany wypełnianiem formalnych dokumentów, a dokładniej podpunktu "miejsce zamieszkania". Niedobrze jest, gdy nie wiesz gdzie mieszkasz. A ja właśnie nie wiem. Bo jeśli wierzyć papierom, to mieszkam tam, gdzie bywam gościem. Z drugiej strony tego miejsca, gdzie jestem częściej, dłużej i bardziej nie nazwałabym nigdy domem. Bo nim nie jest. Moje miejsce zamieszkania pozostanie więc tajemnicą poliszynela. Kolejną tajemnicą, która męczy mnie i moje współlokatorki jest to, co facet robi rano w łazience przez 20 minut. Dwóch facetów = 40 minut = konieczność mycia zębów w pokoju. Następna kwestia: jak to się dzieje, że prysznic ma wyjątkowo szczelną kabinę, a gdy wchodzisz do łazienki po tym, jak wcześniej mył się tam facet, to zastanawiasz się gdzie podziałaś swój zestaw do nurkowania bo warunki do tego typu rozrywki są zaskakująco jak na miejsce w którym się znajdujesz sprzyjające! I zawsze sobie myślę, że już nic mnie nie zaskoczy. I zawsze mnie zaskakuje. To co ostatnio dzieje się obok mnie powoduje, że ręce mi opadają. Zaczynam błagać o wysiedlenie wschodnioeuropejskich imigrantów. No chociaż jedną imigrantkę. Biseksualną. Mały szesnastoletni rzep przyczepiony do mnie jak do psiego ogona, który powoduje we mnie wydobywanie takich pokładów złości, jak niewiele osób wcześniej. Dla jej własnego dobra, proszę, zabierzcie ją tam skąd przyszła. I chciałabym wypowiedzieć się jeszcze w tak wielu ważnych sprawach, ale na chwilę obecną mogłoby to spowodować spięcie pomiędzy moimi ostatnimi szarymi komórkami, a tego przecież byśmy nie chcieli, prawda? Tak więc teraz pozwalam sobie wrócić do poszerzania moich horyzontów w kwestii lenistwa i oczekiwać na weekend.
XOXO, Endżin
Maroon 5 - Moves Like Jagger ft. Christina Aguilera
wtorek, 20 września 2011
Keep calm
KEEP CALM BECAUSE I'M CHUCK BASS.
KEEP CALM BECAUSE I'M CHUCK BASS.
KEEP CALM BECAUSE I'M CHUCK BASS.
wtorek, 30 sierpnia 2011
Wilk
Nie za wszystkim nadążam i jest to jeden z powodów, dla których mnie tu nie ma. Inny to taki, że ciężko mi się pozbierać i wysilić na jakieś sensowne słowa. Chyba tylko fakt, że jeszcze parę miesięcy temu nie miałam żadnego konkretnego wyobrażenia na temat moich najdłuższych wakacji, sprawił, że nie poczuwam się do żadnych większych refleksji. Spędziłam wystarczająco dużo czasu w domu, by chcieć wyjechać gdzieś daleko i dość czasu poza domem, by za nim zatęsknić i przypomnieć sobie, że to prawdopodobnie ostatnie chwile w tym roku by się nim nacieszyć. Nie opanowałam jeszcze sztuki przebywania jednocześnie w dwóch miejscach, chociaż bardzo się staram. Mimo to w ciągu minionego miesiąca jeden jedyny raz znalazłam się w odpowiednim czasie na właściwym miejscu i to jest dla mnie najważniejsze. To była koszmarna niedziela, ale świadomość, że wszystko dobrze się skończyło rekompensuje każdą złą chwilę z tamtego dnia. Pokonałam wilka i oby to był dobry początek bo niebawem będę musiała walczyć z całym stadem.
piątek, 29 lipca 2011
Północ - południe
Czas najwyższy by gdzieś uciec. Wyjeżdżam na trzy tygodnie; tydzień nad morzem, tydzień u D., tydzień u M. Wierzę, że to będzie dobry czas. Już nie mogę się doczekać :)
sobota, 23 lipca 2011
New York, New York
Może to już ten czas, by napisać tu parę słów. Nie do końca wiem na czym stoję. Za niespełna dwa miesiące zacznę studia, które nie są moimi wymarzonymi, ale przynajmniej SĄ. Tamten poniedziałek był straszny, bo w jednej chwili zdałam sobie sprawę z tego, że żadne wyjście nie jest najlepsze i prawdopodobnie cokolwiek by się nie stało to będę nieszczęśliwa. Ale podjęłam ostateczną decyzję, bo tak przecież robi się w dorosłym świecie. Oswoiłam się z tym wszystkim i podjęłam ofensywę. Najbliższy rok spędzę we Wrocławiu. I jak to dobrze, że jest to miasto stu mostów. Muszę przecież gdzieś mieszkać. Na chwilę obecną jestem tam bezdomna, ale jakoś specjalnie się tym nie przejmuję z racji wspomnianej ilości mostów gotowych do zagospodarowania. Rozważam wyjazd nad morze. Jest tyle samo za co przeciw. Tak na oko. I jeśli wyjazd jest w sobotę rano, to prawdopodobnie mojej decyzji będzie można się spodziewać w piątkowy wieczór. Natomiast zaplanowałam już, że za 10 lat będę mogła już powiedzieć, że widziałam Nowy Jork. Tak, naoglądałam się "Plotkary" i co z tego? K. jedzie ze mną, to znaczy właśnie się o tym dowiedziała. Musisz jechać ze mną K., bo to przez Ciebie. xoxo.
Frank Sinatra - New York, New York
poniedziałek, 04 lipca 2011
Skargi i zażalenia
Jest kurewsko daleko od OK, a to jest jeden z tych dni gdy nawet nie chce mi się udawać, że jest w porządku. Tyle tego, że nie wiem nawet czym bardziej się martwić. Więc wybaczcie proszę, że nie cieszę się Waszym szczęściem i nie łączę się z Wami w bólu. Brak konkretnego zajęcia sprawia, że zajmuję się sobą i jak widać nic dobrego jeszcze z tego nie wyszło.
czwartek, 30 czerwca 2011
Wyniki
Pomimo ogólnie niezłych wyników, ten najsłabszy wysuwa mi się najbardziej na przód bo nie pasuje do reszty, bo stać mnie na więcej i wreszcie dlatego, że świat nie pamięta naszych sukcesów tylko porażki. I pożegnałam już niektóre marzenia z nieukrywanym smutkiem, ale bez czarnej rozpaczy. Teraz następnych kilka dni niepewności.
poniedziałek, 27 czerwca 2011
Must be strong
Od trzech dni męczę jedną butelkę wina. Jako że nie czuję potrzeby podzielenia się tym winem to prawdopodobnie skończe je samotnie dopiero pojutrze. Gdzieś w tle śpiewa mi Bednarek, gdzieś obok leży pies, do którego ciągle pokornie wracam żeby się przytulić. Ktoś kto utarł stwierdzenie, że patrzenie na rybki w akwarium najbardziej uspokaja na pewno nie miał psa. Tak czy owak nie chciałabym być teraz niewdzięczna, ale na stres przedogłoszeniowowynikowomaturalny mój pies jest jednak za mały. Zaczynam świrować, a przede mną jeszcze trzy dni czekania. W takich sytuacjach odzywa się we mnie jakiś pierwotny instynkt, który każe mi się dowartościować nieszczęściem innych. Czytałam więc sobie na fejsie lamenty maturzystów, którzy martwią się, czy w ogóle zdali. I z tego wszystkiego wpadłam w panikę, czy aby mnie przypadkiem nie uleją z polskiego. A jak uleją to co zrobię. I wtedy właśnie dobrze mieć pod ręką butelkę wina. I głos Bednarka. I psa.
poniedziałek, 20 czerwca 2011
Rozstania i powroty
Już po wieczorze panieńskim, po ślubnych przygotowaniach, po weselu. Ten tydzień minął błyskawicznie, ale był fajny pomimo ciągłego zabiegania i narastającego z godziny na godzinę zmęczenia. Aż mi smutno na samą myśl, że następna w rodzinnej kolejce do ślubnego kobierca jestem właśnie ja. Tymczasem jestem już w domu i muszę zadbać o własne sprawy, a tych przez ostatni czas trochę się nazbierało. Obym wszystkiemu podołała.
|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
|